Carmen
Marie miała rację. Przy stoliku, który obsługuję siedzą sami faceci i to na dodatek w moim wieku a jednym z nich jest popularny łamacz serc dziewczyn na świecie, piosenkarz Justin Bieber. Nie wiedziała, że na statku pojawią się jakieś gwiazdy. Myślałam, że będą to jacyś starsi ludzie jak politycy i tym podobne a chociażby jakby pojawiły się właśnie takie gwiazdy to nie będę ich obsługiwała.
Podeszłam po woli do stolika. Tak w ogóle dlaczego ja jestem zdenerwowana a no tak może tym, że zrobię coś głupiego albo powiem i stracę pracę. Niemożliwe jest to, żeby wywalili mnie za burtę. Prawda? Jestem głupia, to oczywiste, że mnie nie wrzucą. Otworzyłam notesik, wzięłam długopis w rękę i z uśmiechem podeszłam do stolika. Był to taki uśmiech..udawany.
- Dobry wieczór. Co panowie zamawiają? - popatrzałam się na siedzących przy stole chłopaków, którzy nosy mieli w karcie z daniami.
- Dobr..huhuhu. No proszę. Już zaczynam lubić ten statek.- Czy to miał być tani podryw? Coś mu się nie udał. Chłopak który, to powiedział wyglądał tak. Może i przystojny ale widać po nim, że lubi się bawić z dziewczynami a po drugie mam pracę. - Zgodzicie się ze mną chłopaki, co? - wszyscy po jego słowach podnieśli wzrok na mnie. Było to cholernie niezręczne. Oni po prostu wypalali mnie oczami. Podniosłam wzrok i napotkałam brązowe tęczówki. One..były..łał. Takie piękne. Pierwszy raz widzę takie oczy. Utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy. Na jego twarzy widniał cwany uśmiech i chyba miał być to taki uśmiech, który mnie oczaruje. Ok, może miał naprawdę piękny uśmiecha ale bez przesady. Ocknęłam się i popatrzałam na wszystkich po kolei.
- Więc, co panowie zamawiacie? - ponowiłam pytanie.
Po tym jak zapisałam zamówienia poszłam w stronę kuchni. Jestem pewna, że chłopak z tanim podrywem nie zawahał się spojrzeć na mój tył. Czułam wzrok na sobie. Podałam zamówienie jednemu z kucharzy i poszłam obsłuży drugi stolik, który dostałam. Kiedy wracałam w stronę kuchni podać zamówienie stolika 21 obejrzałam się w prawo i skrzyżowałam spojrzenia znów z brązowymi tęczówkami. Moje nogi nie wiem czemu stały się jak z waty. Posłał mi czarujący uśmiech i cały czas patrzał głęboko w oczy. Obudziłam się z transu i przyspieszyłam kroku do kuchni. Złapałam dwa talerze z daniami i spytałam się który stolik. Niech kogoś cholera strzeli. Stolik 20.
Podeszłam z talerzami do stolika chłopaków, którzy byli zajęci rozmową.
- Dla kogo lazania i ryba? - spytałam się nich przerywając im ich ciekawą rozmowę.
- Lazania dla mnie a ryba dla Ryana. - słysząc ten seksownie ochrypły głos. O matko, ja to powiedziałam? Nie mogłam na niego nie spojrzeć. Znów ten czarujący uśmiech.
- Proszę bardzo. Zaraz przyniosę resztę dań.
Niosąc ostatni talerz cieszyłam się, że nie będę musiała podchodzić do tego stolika przez czas w którym będą jedli. Chyba, że sobie coś zażyczą. Podeszłam i postawiłam talerz przed jak się nie mylę Mattem. Słyszałam jak się do niego zwracają kiedy przyszłam drugi raz z daniami. Uśmiechnęłam się do niech i powiedziałam
- Smacznego. Jeśli będą panowie coś jeszcze chcieli jestem tutaj cały czas.
- Dziękujemy ci. Powiedz mi, szukasz chłopaka bo wiesz ja zawsze jestem dostępny a szczególnie dla ciebie.
- Nie dzięki nie umawiam się z tanimi podrywaczami, którzy wzorują się na tekstach z googli.
- Hohohah. - reszta chłopaków zaśmiała się a ja uśmiechnęłam się triumfalnie
- Zgasiła cię stary. - zaśmiał się Bieber
- Smacznego - powiedziałam moje ostatnie słowa i odeszłam od stolika z uśmiechem.
- Nie dzięki nie umawiam się z tanimi podrywaczami, którzy wzorują się na tekstach z googli.
- Hohohah. - reszta chłopaków zaśmiała się a ja uśmiechnęłam się triumfalnie
- Zgasiła cię stary. - zaśmiał się Bieber
- Smacznego - powiedziałam moje ostatnie słowa i odeszłam od stolika z uśmiechem.
***
Jackob po kolacji powiedział nam, że jutro Ann pracuję przy stoisku z pamiątkami czy coś w tym rodzaju a ja zostałam "wynajęta" na pomoc. Czyli takie przynoszenie picia, jedzenia i oprowadzenie po statku i zaprowadzenie gdyby ktoś nie wiedział gdzie co jest. Chodzi mi o ludzi, którzy "wynajęli" mnie do pomocy. Od rana dostaniemy stroję na jutro.
Kolacja skończyła się tak o 21.30. U chłopaków byłam jeszcze z dwa razy. Przynieść deser i nalać wina. Kiedy tylko się pojawiałam chłopaki zaczynali chichotać a ten cały Chaz palił buraka i ich ochrzaniał. Zgasiłam go i jestem z siebie dumna.
Jackob powiedział nam, że wieczór jest jeszcze młody i na 4 pokładzie jest dyskoteka dla młodzieży. Pozwolił nam pójść, jeśli się nie spijemy, co jest mało prawdopodobne, ponieważ ja wypiję na każdej imprezie po jednym drinku i już wtedy mam dość a Ann wypiję z dwa lub trzy i jest trzeźwa.
- Nie pozostało nam nic innego jak iść się uszykować. - uśmiechnęła się Ann i przytuliła Jackoba całując go w policzek za to, że nam pozwolił. Widziała lekki rumieniec na jego twarzy. Popatrzał na nas z uśmiechem, odchrząknął, poprawił krawat i życzył miłej zabawy.
Ostatnie poprawki i będę gotowa. Musiałam się wyszykować w pokoju bo Ann zajęła łazienkę. Powiedziała, że wierzy, że na tym statku pozna miłość życia. Ona jest niemożliwa. Poprawiłam swój makijaż, przeczesałam ręką moje wyprostowane włosy i poprawiłam sukienkę ręką. Założyłam jeszcze buty i naszyjnik, i byłam gotowa do wyjścia. Usiadłam na fotelu i nudząc się czekałam na Annabell. W końcu wyszła z łazienki. Wyglądał bosko. Sukienka, makijaż, buty.
- Dziewczyno wyglądasz gorąco. Widziałaś się w lustrze. - zaśmiała się Ann mówiąc mi to tak głośno, że pewnie usłyszał ją cały statek.
- Ja?! Widziałaś siebie? Wiesz, zaczynam wierzyć, że spotkasz tą swoją miłość. - zaśmiałam się z niej. Złapałam małą torebeczkę i przewiesiłam ją przez ramię.
No one
Annabell i Carmen weszły do klubu, pełnego nastolatków głodnych zabawy. Głośna muzyka, alkohol, i świetna atmosfera. Dziewczyny szły koło siebie śmiejąc się i oglądając po klubie. Faceci, których mijały Ann i Carmen nie powstrzymali się przed gwizdnięciem lub obejrzeniem za nimi. Podeszły do baru i zamówiły sobie po jednym drinku. Po tym jak dość przystojny kelner podał im napoje i zalotnie się uśmiechnął przyjaciółki ruszyły w stronę miejsc siedzących.
Już od ponad dobrej godziny w klubie siedzi Justin ze sowimi kolegami. Żartowali sobie, gadali, pili alkohol i szukali dla siebie dziewczyn. Przecież co to za impreza bez dziewczyn. Takie właśnie jest ich motto.
- O stary...to ta laska co nas dzisiaj obsługiwała i pojechała Chaza. - powiedział Michael nie mogąc oderwać wzroku od Carmen i Ann. Po słowach chłopaka, reszta przyjaciół popatrzała w tamtym kierunku. Kiedy zauważyli dwie dziewczyny, Ann i Carmen nie mogli oderwać wzroku. Justin od razu utkwił oczy na Carmen.
- O cholera. Obydwie są gorąca w chuj. - powiedział Matt
- Chłopaki. Ta blondyna jest już zaklepana. - powiedział Ryan
- Łohoho i kto to mówi. Święty Ryan. Co ci się stało, co? - zaśmiał się Justin
- Jest boska i zaklepana. - zaśmiał się Ryan
- Wolę brunetkę. Jest ostra, seksowna i zarazem nieśmiała. Pewnie jeszcze jest dziewicą....do dzisiaj. - Justin uśmiechnął się ze swoich słów a chłopacy mu zawtórowali. - No panowie. Dzisiaj nikt nie może mi przeszkodzić w nocy.
- Ee Butler, Bieber wasze dwie dziewczynki uciekają. - zaśmiał się Ryan. Justin popatrzał na Carmen i odprowadzał ją wzrokiem, kiedy ta szła na parkiet.
Dziewczyny przetańczyły razem chyba z pięć piosenek. W czasie kiedy świetnie bawiły się na parkiecie Ryan i Justin obserwowali je. Justin nie mógł się na nią napatrzeć. Śliczna, zgrabna. To teraz się dla niego liczyło i to aby zaciągnąć ją do łóżka. W czasie kiedy oni siedzieli i nic nie robili oprócz picia piwa i gapienia się, do dziewczyn dołączyło dwóch chłopaków. Przetańczyli razem z kilka piosenek. Ann zniknęła w tłumie przy barze idąc po drinka. Wtedy Ryan ruszył za nią i tak zaczęła się ich długa rozmowa. Carmen tańczyła tyłem do poznanego chłopaka. Justin nie czekając dłużej ruszył w stronę parkietu i szedł w stronę tańczącej Carmen z jakimś typem. Klepnął go lekko w ramię.
- Odbijany stary. Nie jesteś tutaj sam a tak w ogóle to moja dziewczyna więc łapy precz - powiedział złowrogo do chłopaka. Po sekundzie nie było go już koło Carmen. Justin uśmiechnął się do siebie i popatrzał na tańczącą dziewczynę. Cholera..jest gorąca. Myśli Justina nie dawały mu spokoju. Chłopak złapał dziewczynę w tali i zaczął z nią kołysać się do rytmu. Ona nie była świadoma, że za nią stoi Justin. Cały czas myśli, że tańczy z poznanym chłopakiem. Justin przyciągnął dziewczynę bliżej siebie i ocierali się o siebie. Justin uśmiechnął się delikatnie kiedy nie zaprotestowała. Carmen odwróciła się w stronę chłopaka i zamarła kiedy zobaczyła tam brązowe tęczówki.
- Hej. Jestem Justin. - zaśmiał się z jej miny i nadal kołysał ich w rytm muzyki.
- Wiem kim jesteś...ale gdzie ten chłopak co...
- Po co ci on. Możesz tańczyć ze mną. Chyba mi nie odmówisz nie? - posłał dziewczynie jeden ze swoich uśmiechów.
- Ta..tak możemy zatańczyć. Carmen. - uśmiechnęła się lekko do niego. Na pierwszy rzut oka, Carmen myślała, że potańczą, pogadają i wrócą do swoich pokoi ale nie wiedziała jaki plan ma Bieber...